Facebook

WYWIAD: To jest klub rodzinny

„Chciałem wpasować się w to miejsce ze swoją wizją, trochę nie z wyboru. Zaczęliśmy być elastyczni, zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Ten sezon, jest całkiem niezłym sezonem.” 

Na portalu sportowefakty.pl pojawił się obszerny wywiad z trenerem Zetkamy Dorala Nysy Kłodzko. Jerzy Chudeusz opowiada o początkach z koszykówką, dlaczego wolał  pójść  w kierunku trenera niż zawodnika, ale również nie brakuje pytań o kłodzkim klubie.

Kłodzko pojawia się i znika w pierwszej lidze, a w obecnych rozgrywkach zaskakuje. To, co trener sobie założył, procentuje?
JERZY CHUDEUSZ: - W Kłodzku jestem już drugi sezon. Druga liga, niespodziewany awans, spadek, ponowny awans. Te sezony nie są porównywalne, był inny skład. W tym sezonie została wykonana ciężka praca, żeby w ogóle w tej pierwszej lidze zagrać. Nie da się ukryć, że nasza umowa szkoleniowa ze Śląskiem Wrocław w jakiś sposób pomogła. Wcześniej miałem krótką przerwę, a gdy przyszedłem do Kłodzka, powiedziałem chłopakom od razu jakie są moje oczekiwania, jak chciałbym to ułożyć. "O, przyjechał starszy pan, następny z Wrocławia" – pewnie tak pomyśleli i byli poniekąd sceptycznie nastawieni (śmiech). Ale bardzo szybko wszyscy się dogadaliśmy.

To jest klub, można powiedzieć, rodzinny. Panował tam taki klimat. Chciałem wpasować się w to miejsce ze swoją wizją, trochę nie z wyboru. Zaczęliśmy być elastyczni, zaczęliśmy nadawać na tych samych falach. Ten sezon, jest całkiem niezłym sezonem. U siebie jesteśmy groźni, na wyjeździe już jakbyśmy jechali bez połowy drużyny. Ale niedawno w Wałbrzychu rozegraliśmy kolejny taki mecz, kiedy naprawdę fajnie to wyglądało. Górnik musiał się mocno spinać, byliśmy blisko. Jest postęp i to mnie bardzo cieszy. Mówiłem od początku, że gramy o każdy mecz, nie będziemy patrzeć, czy będziemy się utrzymywać, walczyć o play-offy, czy o coś więcej. Wszyscy mamy przychodzić z chęcią na treningi, wygrywać mecze i patrzeć na najbliższe spotkanie. A jaki będzie efekt? Zobaczymy na koniec sezonu. Wierzę, że w końcu i wygramy na wyjeździe i to wszystko będzie dobrze wyglądało. Pewne rzeczy już nas tak łatwo nie rozbijają.

Proszę mi wierzyć, w Kłodzku przychodzi mniej więcej 300 osób na mecze. Chcą zobaczyć widowisko i nas wspierać, nawet jeżdżą za nami. A my po to to robimy, aby tych ludzi zachęcić, chcemy żeby byli zadowoleni, zwłaszcza, że miasto i klub wykonało dużo pracy, aby Kłodzko znalazło się ponownie na koszykarskiej pierwszoligowej mapie. Myślę, że jakoś się odwdzięczamy. Mamy warunki jakie mamy, ale potrafiłem wkręcić się w przerwie na klinikę, to i jestem w stanie przystosować się do każdych warunków. Myślę, że nawet na pustyni bym sobie poradził (śmiech).

Nie czuje się pan zmęczony?

Patrzę bardzo realnie na wszystko. Jest już ileś lat tego fachu. Na pewno jestem zmęczony, ale to mnie nakręca. Można powiedzieć, że jestem takim wampirem, bo czerpię od nich energię. Cieszę się, że mogę z nimi pracować. Dzięki temu sam czuję się młodziej. To są chłopacy, którzy oprócz koszykówki mają normalną pracę. Do tego, niektórzy, razem ze mną, dojeżdżają z Wrocławia, po 3-4 razy w tygodniu. Bardzo mnie to męczy. Czasami sobie marudzimy, ale jest fajnie (śmiech).

Jaka jest specyfika tego zespołu?
- Jak wspomniałem, są zawodnicy, którzy poza koszykówką mają inną pracę, a mimo tego są zawsze zaangażowani na 100%. Niedawno jeden zawodnik do Wałbrzycha dojechał prosto po pracy, a koledzy wzięli mu wcześniej torbę do autobusu. Tacy zawodnicy przychodzą na trening, wcześniej byli w pracy i nadal ciężko pracują. Czego mogę od nich więcej oczekiwać? Mamy też gracza, który pracuje w szkole, a sam wiem, że nie jest to łatwe. Idzie jeszcze na trening, a w międzyczasie prowadzi grupy młodzieżowe, zresztą jest ojcem dwójki dzieci. Kolejny zarywa nocki, dlatego ja ich wszystkich bardzo szanuję. Prowadzenie takiego zespołu jest bardzo specyficzne. Niektórzy młodzi studiują, a na to też trzeba patrzeć i bardzo często uwzględniać. Niewiele razy jest tak, że jest nas dwunastu czy jedenastu w składzie.
(…)

Cały wywiad, przeprowadzony przez Pamelę Wronę z WP Sportowe Fakty, można przeczytać TUTAJ.