Facebook

Podniósł się raz jeszcze i powraca

Ma niespełna 19 lat, a już jest po sporych przejściach. Mowa tu o zawodniku juniorów starszych, Bartłomieju Lemińskim (na zdjęciu), który po raz drugi wraca do zdrowia po poważnej kontuzji, tym razem wykluczającej go z gry na prawie pół roku. - Ze zdrowiem już wszystko w porządku. Teraz myślę już tylko o grze - mówi niemal 19-letni gracz Nysy.

Lemiński doznał groźnego złamania obojczyka pod koniec września w ligowym meczu z Górnikiem Boguszów-Gorce (red. 7:2). W spotkaniu tym został brutalnie sfaulowany, po czym tak niefortunnie upadł, że jak się później okazało nabawił się poważnej kontuzji.  - Wyprowadzałem piłkę na dużej szybkości, gdy nagle dwóch obrońców wzięło mnie w kleszcze. Przekoziołkowałem, upadając karkiem, a następnie barkiem. W tamtym momencie myślałem, że to mój koniec z piłką. Musiałem poddać się operacji, a następne rehabilitacji. Na szczęście to już za mną i liczę, że kontuzje będą mnie już omijały szerokim łupkiem - przypomina tamte wydarzenia Lemiński, który chciałby wymazać te chwile z pamięci, lecz ślad w jego psychice pozostał. - Staram się już do tego nie wracać, lecz strach przy każdym upadku pozostał. Natomiast myślę, że to z czasem minie i będę mógł z pełnym poświęceniem pomóc drużynie osiągać dobre wyniki. 

Przed feralną kontuzją 18-letni wówczas Lemiński znajdował się w naprawdę dobrej dyspozycji, co potwierdzał w zespole juniorów starszych. Tym samym zawodnik zwrócił na siebie uwagę trenera pierwszego zespołu, Pawła Adamczyka, który dał mu najpierw szansę występu w Pucharze Polski z Włókniarzem Kudowa Zdrój (0:1), a następnie debiutu w IV lidze. Młody pomocnik zagrał niemal kwadrans w pojedynku z AKS-em Strzegom (1:6). - Powołanie na mecze pucharowy i ligowy były dla mnie sporą niespodzianką, a także nagrodą. Dało mi to dużą motywację do dalszej pracy na treningach i uświadomiło, że dobrą grą można wskoczyć do pierwszej drużyny. Niestety oba spotkania przegraliśmy, a szczególnie bolesna była wysoka porażka z AKS-em. Zapamiętałem również nieprzychylne okrzyki kibiców. Łatwo jest krzyczeć, a znacznie trudniej pomóc, mimo że daliśmy z siebie wtedy wszystko - mówi zawodnik, który był wtedy bardzo zawiedziony i rozczarowany. - Czułem, że nie wykorzystałem w pełni danej mi szansy, ale to już minęło i teraz chciałbym wrócić do wysokiej formy. To jest mój cel na tą chwilę - dodaje Lemiński, który odnosi się również do stawiania na młodych zawodników i ich gry w rozgrywkach IV ligi. - Sytuacja wymusiła na trenerze stawianie na młodzież, która miała i wciąż będzie miała okazję zaprezentować się z jak najlepszej strony. Jednak gra w seniorach, a dodatkowo w IV lidze jest o wiele trudniejsza i wymagająca niż w juniorach. Młody zawodnik może się wiele nauczyć i zebrać pożyteczne doświadczenie.

Dla Bartłomieja Lemińskiego jest to druga poważna kontuzja na przestrzeni trzech lat. Latem 2010 roku Lemiński doznał urazu śródstopia. - Pech chciał, że złamałem wtedy trzy kości śródstopia, ka miałem w owym czasie dołączyć do drużyny juniorów starszych. Już wtedy chciałem zaprzestać grać, jednak pasja i miłość sprawiła, że nie zrezygnowałem z piłki - opowiada zawodnik, który wrócił już do pełni zdrowia i rozpoczął treningi z zespołem juniorów starszych, przygotowując się do rundy wiosennej. - Wznowiłem już treningi i na razie jest wszystko w porządku, mimo że nie dostaje od kolegów żadnej taryfy ulgowej. Kilka upadków więc już zaliczyłem i jest dobrze. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Jeśli chodzi o przygotowania to początkowo pracowaliśmy nad kondycją, czyli mieliśmy sporo biegania, a także intensywnych gierek. Niestety złą wiadomością jest niska frekwencja na zajęciach. Tym samym trenerowi jest trudno je urozmaicić. Teraz przed Lemińskim wyczekiwany przez niego powrót na boisko, ale najpierw do wysokiej dyspozycji, właśnie tej sprzed kontuzji. - Chce wrócić do formy, a swoją dobrą grą pomagać zespołowi wygrywać mecze i powalczyć o ligowe podium. Jednak ciężko powiedzieć, jak to wyjdzie w lidze. O tym się przekonamy - tłumaczy popularny „Lemin”, który po chwili uzupełnia. - Mam nadzieję, że limit pecha już się wyczerpał i obecnie patrzę tylko z ogromnym optymizmem w przyszłość - kończy z nadzieją Lemiński.