Facebook

Wypuścili zwycięstwo z rąk


Nysa w meczu z Orłem miała zwycięstwo na wyciagnięcie ręki. Ostatnia akcja meczu zadecydowała, że z Lubawki wyjechała zaledwie z jednym punktem

6. KOLEJKA IV LIGI: ORZEŁ LUBAWKA – MKS  NYSA KŁODZKO 1:1 (0:0)
Bramki: 0:1 Bartosz Mróz (82), 1:1 Rafał Grzelak (90+4). Nysa: Brandl – Mróz, Yefemenko (35 Bachmatiuk (Adamczyk)), Pietrzykowski, Kierkiewicz, Pierzchalski, Brogowski, Ciupider, Pokhytailo, Tracz (Wiącek), Kotfas.

W mocno przetrzebionym składzie, ale za to z nowym nabytkiem, udała się Nysa do Lubawki. Obydwie ekipy w poprzednim sezonie rywalizowały w wałbrzyskiej lidze okręgowej. Jesienią ekipy spotkały się na stadionie Orła, gdzie lepsi byli gospodarze, wygrywając 1:0.

Z różnych powodów trener Arkadiusz Albrecht nie mógł skorzystać z Pawła Cebulskiego, Kamila Kowalskiego, Piotra Satanowskiego, Krzysztofa Konowalczyka czy Filipa Barskiego. Za to szansę od pierwszej minuty dostał Jakub Kierkiewicz. 22-letni obrońca został pozyskany w tygodniu ze Śląska Wrocław. 

Pierwsza połowa należała do gospodarzy, ale tylko dzięki niewykorzystanej jedenastce obydwie ekipy schodziły na przerwę przy wyniku 0:0. W 31. minucie w polu karnym faulował Yefemenko, a rzutu karnego nie wykorzystał tadżykistańczyk Klim Khodzhamkoulov. Orzeł miał jeszcze jedną okazję, ale tym razem dobrze interweniował Bartosz Mróz. 

Kłodzczanie przebudzili się pod koniec pierwszej połowy, gdy zagrozili bramce Orła po akcji Tracza z Pierzchalskim. W drugiej połowie z boiska długo wiało nudą. Dopiero w ostatnim kwadransie Nysa zaatakowała. Najpierw w 77. minucie po rzucie rożnym, Bartosz Mróz trafił w słupek. Po chwili w poprzeczkę po uderzeniu z dystansu uderzył Kotfas. Nysa dopięło swego w 82. minucie. Tym razem, również po stałym fragmencie gry, Mróz już się nie pomylił i głową umieścił futbolówkę w siatce. 

W doliczonym czasie gry zwycięstwo powinien przypieczętować Mikołaj Kotfas, który nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem. To zemściło się w ostatniej akcji meczu, gdy po rzucie rożnym remis miejscowym uratował Rafał Grzelak.