Facebook
MKS Szczawno Zdr. V liga 2 : 4 MKS Nysa Kłodzko
Mecz
12. kolejka
MKS Szczawno Zdr. V liga 2 : 4
MKS Nysa Kłodzko
30-10-2016 14:00
    1  Kacper Fedorec
    1  Grzegorz Janowicz
    1  Kacper Fedorec
  24' 1  Sule Ayinla
  43' 1  Kamil Kowalski
  73' 1  Adam Bońkowski
  90' 1  Grzegorz Janowicz

Szczawno-Zdrój: Gawlik - Gromniak, iwicki, Brzeziński (46 Lewandowski), Jaskółowski, Kiczuła, Rutkowski, Korulczyk, Jastrzębowski, Olejnik (65 Koźlak), Łysakowski. Nysa: Sasinowski - Konowalczyk (35 Fedorec), Osicki, Słomka, Cebulski, Horka (55 Janowicz), Bońkowski, Tracz, Pierzchalski, Ayinla, Kowalski (90 Dędys).

Nienajlepszy nastrój panował w kłodzkiej drużynie przed spotkaniem z MKS Szczawno Zdrój. Zespół Kamila Krzywdy w ostatnich dwóch spotkaniach wywalczył tylko punkt, dodatkowo kompromitując się w spotkaniu przeciwko dusznickiej Pogoni (2:2). Do tego splot sytuacji sprawił, iż w spotkaniu nie mogło wystąpić dwóch etatów golkiperów. W kadrze meczowej brakowało Daniela Niewęgłowskiego oraz Jana Borkowskiego, a także bramkarza juniorów, Kacpra Cyby. Jakby tego było mało, na mecz nie pojechało dwóch podstawowych zawodników, Dawid Ciupider oraz Marcin Syper (uraz).

Pozostawało więc pytanie, kto z piłkarzy wcieli się w rolę golkipera. Roli tej podjął się Przemysław Sasinowski. – „Aciu” stanął na wysokości zadania i pomógł nam zdobyć te punkty. Nie jest łatwo wkomponować się w taką rolę, ale nikt nie wywierał presji i spisał się wyśmienicie – chwalił swojego kolegę z drużyny, Adam Bońkowski.

W pierwszej połowie lepiej prezentowali się kłodzczanie, którzy stwarzali sobie klarowne sytuacje pod bramką gospodarzy, a do tego mądrze grali w defensywie. Zespół ze Szczawna-Zdroju zagrażał Sasinowskiemu głównie po stałych fragmentach gry. Nysa wyszła na prowadzenie w 25. minucie, gdy dośrodkowanie Marka Słomka wykorzystał Sule Ayinla. Gol padł w momencie, gdy na boisku leżał jeden z graczy MKS. Arbiter akcji nie przerwał, futbolówki nie wybili również gospodarze, którzy kontynuowali akcję, zastopowaną przez Krzysztofa Konowalczyka. Tuż przed przerwą Nysa podwyższyła prowadzenie. Ponownie asystę zanotował Słomka, a celną główką popisał się Kamil Kowalski.

Drużyna Kamila Krzywdy, jakby mało było problemów kadrowych, to jeszcze w pierwszej połowie z urazem plac gry opuścił Krzysztof Konowalczyk. Jego los na początku drugiej połowy podzielił Daniel Horka. Miejscowi wrócili do gry w 65. minucie. Kłodzczanie protestowali, bowiem Korolczuk wszedł nakładką w wybijającego futbolówkę Marka Słomki. Arbiter nie zareagował, piłka trafiła do Łukasza Kiczuły, który bez problemów pokonał Sasinowskiego. Gdy po meczu pokazaliśmy arbitrowi zarejestrowany fragment tej sytuacji, to przyznał, że przewinienie miało miejsce i powinien przerwać grę.

Gol dodał animuszu gospodarzom, którzy ruszyli do ataku i strzelili po stałym fragmencie drugiego gola. Arbiter trafienia nie zaliczył, odgwizdując wcześniej faul. Nysa na sytuacje odpowiedziała w możliwie najlepszy sposób. W 75. minucie dośrodkowywał Kowalski, a wolejem popisał się Adam Bońkowski, wyprowadzając Nysę ponownie na dwubramkowe prowadzenie. Dwie minuty później kłodzczanie grali z przewagę jednego zawodnika, gdy czerwony kartonik za brutalne wejście w nogi Osickiego zobaczył Mateusz Korolczuk. Kłodzczanie mogli rozstrzygnąć losy spotkania, ale doskonałej sytuacji nie wykorzystał Łukasz Tracz. - Zostawiliśmy kawał zdrowia na boisku i widać było drużynę. Cieszą stworzone sytuację, ale w końcówce mogliśmy mówić o dużym szczęściu – mówił A. Bońkowski.

Zamiast czwartej bramki siły na boisku wyrównały się (drugi żółty i  konsekwencji czerwony kartonik obejrzał Fedorec), a w 87. minucie zespół ze Szczawna-Zdroju zdobył drugiego kontaktowego gola. Gospodarze mogli doprowadzić do remisu, ale Nysę od straty gola uratowała poprzeczka. – Mecz, który kosztował nas dużo zdrowia. Jestem dumny z zawodników, że pokazali charakter, wole walki i co najważniejsze, dyscyplinę do samego końca – skomentował trener Kamil Krzywda. Wynik na 4:2 w doliczonym czasie gry ustalił Grzegorz Janowicz, dla którego było to debiutanckie trafienie na poziomie seniorskim. - Martwią mnie obie kontuzje, Daniela Horki i Krzyśka Konowalczyka, ale mam nadzieje, że będą gotów na następny mecz – dodał kłodzki szkoleniowiec.