Facebook

Śląsk wyszarpał zwycięstwo Nysie

To był najważniejszy mecz dla obydwu drużyn. Koszykarze Dorala Nysy Kłodzko przegrali jednym punktem ze Śląskiem Wrocław. Jeszcze na dwie minuty przed końcem meczu, doralowcy wygrywali 63:57. Końcówka należała jednak dla Śląska, który przechylił szalę na swoja korzyść i wygrał 64:63.

II LIGA: ŚLĄSK II WROCŁAW - NYSA KŁODZKO 64:63 (11:11, 16:18, 18:17, 19:17)
Śląsk: Nizioł 13, Kulon 12, Skorek 10, Marc-Oscar Sanny 9, Wnętrzak 8, Stanferd Sanny 6, Malinowski 4, Kowalski 1, Hajnsz 1, Kliniewski 0. Nysa: Bartkowiak 17, Lepczyński 15, Weiss 11, Kowalski 8, Wojciechowski 7, Radwański 3, Lipiński 2.

To było bardzo wyrównane spotkanie, ale przez większą część spotkania prowadzenie utrzymywało się po stronie Nysy. Jednak do spotkania doralowcy podeszli w zaledwie siedmioosobowym składzie, bo w składzie zabrakło Jakuba Gadomskiego i trener miał do dyspozycji tylko dwóch wysokich graczy. Jak przyznał po meczu sam szkoleniowiec brak tego gracza miał duży wpływ na grę Nysy, bo z przymusu na pozycji Gadomskiego musiał grać Maciej Lepczyński. To, przy dobrej obronie Śląska i dużych emocjach towarzyszących temu spotkaniu, wprowadzało dużo chaosu do gry doralowców.

Po pięciu minutach gry był remis 5:5, ale w kolejnych akcjach sześć punktów z rzędu zdobyli kłodzczanie. Jednak pierwsza kwarta zakończyła się remisem 11:11. Podobnie wyglądała druga ćwiartka, gdzie początkowo wynik oscylował w granicach remisu, a później udało się doralowcom wyjść na prowadzenie, najpierw 22:17, a po chwili 24:20. Ta część gry również zakończyłaby się remisem, ale tuż przed końcem dwa oczka dołożył Weiss i doralowcy na przerwę zeszli prowadząc 29:27.

W trzeciej odsłonie spotkania utrzymywało się kilkupunktowe prowadzenie Nysy, a w 26. minucie Nysa wyszła na najwyższe prowadzenie w tym spotkaniu – 44:37. Miejscowym i tą przewagę udało się zniwelować do jednego punktu. Przed decydującym fragmentem gry kłodzczanie prowadzili jednym punktem, 46:45. Ostatnie 10. minut tego wyrównanego pojedynku układało się po myśli zespołu Marcina Radomskiego, który zdobył dziewięć oczek z rzędu i prowadził 54:46. W 36. minucie role się odwróciły, bo Śląsk nie dość, że odrobił straty to objął prowadzenie 56:54. 

Sprawy w swoje ręce wziął Maciej Lepczyński, który dwukrotnie z rzędu trafił za trzy punkty i ponownie na prowadzeniu byli doralowcy. Wydawało się, że MKS jest na najlepszej drodze do wygrania spotkania, bo jeszcze na dwie minuty przed końcową syreną Nysa prowadziła 63:57, ale ostatnie 120 sekund należało do gospodarzy i sędziego. Najpierw Kulon popisał się dwoma celnymi trójkami na tablicy, na osiem sekund przed końcem spotkania, był 10. remis w spotkaniu, po 63:63. Na 11. sekund zespół Śląska wyprowadzał akcję i po kilku sekundach sędzia odgwizdał piąty faul Bartkowiakowi, którego po prostu nie było.

- To my prowadziliśmy praktycznie przez cały mecz, a mimo tego nie udało się wygrać. Jednak piąty faul odgwizdany na Jarosławie Bartkowiaku naszym zdaniem nie miał miejsca – mówił Czesław Radwański. Zwycięstwo zapewnił Śląskowi Wnętrzak, który wykorzystał jeden z dwóch rzutów wolnych. To wystarczyło to do odniesienia zwycięstwa, bo kłodzczanom po tej akcji zostały zaledwie dwie sekundy na rozegranie akcji. - Szkoda tego meczu, bo to był kluczowy dla nas mecz, jeśli chodzi o układ tabeli przed play-off. Nie chcę komentować pracy sędziów, bo kto był, to widział, że dalekie było od ideału! Korzystając z okazji w imieniu zespołu dziękuję naszym kibicom, którzy przez całe spotkanie wspierali nas dopingiem. To była rewelacja! - dodał kłodzki kapitan.