Facebook

Passa koszykarzy przerwana [foto]


Nie udało się koszykarzom Nysy Kłodzko odnieść ósmego zwycięstwa z rzędu w II lidze. Doralowcy w meczu dwóch niepokonanych drużyn musieli uznać wyższość Górnika. [fot. walbrzych24.com]

Poniżej relacja z meczu, wraz z wypowiedziami oraz galeria zdjęć.

II LIGA: GÓRNIK WAŁBRZYCH - NYSA KŁODZKO 69:64 (18:18, 14:8, 19:15, 18:53)
Górnik: Niesobski 16, Józefowicz 14, Niedźwiedzki 13, Glapiński 8, Iwański 7, Stochmiałek 7, Suchodolski 2, Rzeszowski 2, Krzymiński 0, Myślak 0. Nysa: Kowalski 21, Weiss 12, Kucia 9, Wojciechowski 8, Lepczyński 6, Bartkowiak 6, Płatek 2, Radwański 0.

Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.

To był pojedynek dwóch niepokonanych drużyn w grupie D. Pojedynek pod koszem toczył m.in. Piotr Niedźwiedzki (średnio 19,7 punktów, 13,0 zbiórek) z Jarosławem Bartkowiakiem (16,9 oczek, 8,0 zbiórki), a na obwodzie Rafał Glapiński (9,9 punktów, 7,6 asysty) z Marcinem Kowalskim (13,4 oczek, 5,1 asyst).

Spotkanie, mimo środka tygodnia, zgromadziło sporą widownie. Nie zabrakło kibiców dopingujących doralowców. – To był mecz pełen emocji i myślę, że kibicom mógł się podobać, a osoby które przyjechały z Kłodzka na pewno nie żałowały. Przegrana po siedmiu spotkaniach stała się faktem i teraz trzeba wyciągnąć właściwe wnioski na przyszłość. Przyczyny porażki nie są jakieś trudne do wskazania – mówił trener Nysy, Marcin Radomski.

Pierwsza kwarta zakończyła się remisem po 18, chociaż lepsze wejście w mecz mieli wałbrzyszanie. Górnik po trzech minutach prowadził 11:4. W drugiej części meczu utrzymywało się niewielkie prowadzenie gospodarzy, które przed drugą częścią pojedynku wynosiło sześć punktów (32:26). - W pierwszej połowie nie byliśmy aktywni na atakowanej desce. Zarówno my jak i Górnik w tym okresie gry nie grzeszyliśmy skutecznością i właśnie w takich momentach ważne są zbiórki. Tutaj byliśmy słabsi, zarówno w ataku jak i obronie. W ataku zebraliśmy tylko jedną piłkę, a w obronie pozwoliliśmy zebrać przeciwnikom 11 piłek – relacjonował kłodzki szkoleniowiec.

W trzeciej odsłonie Górnik wygrywał już 44:33, a tuż przed końcem tej ćwiartki 51:37. Dzięki punktom Lepczyńskiego oraz Bartkowiaka udało się zmniejszyć stratę do 10. oczek. - Te 11 piłek to było 11 okazji zabranych do zagrania szybkiego ataku, a gdy nie ma skuteczności w ataku pozycyjnym to właśnie łatwe punkty z ataku szybkiego i możliwość ponowienia ataku po zbiórce w ataku są kluczowe. Druga połowa to lepsza nasza gra na desce, agresywniejsza obrona i momenty w których zbliżaliśmy się do przeciwnika – wskazał M. Radomski.

Losy meczu rozstrzygnęły się w dramatycznej końcówce, w której więcej zimnej krwi zachowali gospodarze. - Końcówka spotkania, a w szczególności ostatnie dwie minuty to były niestety złe decyzje z naszej strony - stwierdził trener. Na trzy 3,5 minuty przed końcową syreną Górnik wygrywał 63:53, ale doralowcy nie poddali się i zniwelowali straty, za sprawą trójki Kowalskiego i dwóch punktów Weissa, do stanu 58:63. W 58. minucie Nysa miała do odrobienia dwa oczka (62:64). - Nie możemy w końcówce spotkania doprowadzać do sytuacji, gdzie najlepszy strzelec drużyny gospodarzy staje na linii rzutów wolnych – denerwował się szkoleniowiec Nysy. To w tym momencie kluczowe dla spotkania były cztery rzuty osobiste wykorzystane przez Rafała Niesobskiego, dzięki którym miejscowi odskoczyli na dystans sześciu punktów (68:62). Kłodzczanie natomiast w dwóch równorzędnych posiadaniach nie potrafili zdobyć punktów.

- Chciałbym, żeby było jasne, za końcówkę nie mam pretensji do zawodników. Pewnie, że można ją było lepiej wykonać. Uważam, że przegraliśmy mecz w pierwszej połowie, bo gdybyśmy w niej zagrali na swoim poziomie to nie musielibyśmy odrabiać sześciu punktów straty, a prowadzilibyśmy sześcioma lub więcej, a wtedy druga połowa przy podobnym przebiegu byłaby na naszą korzyść – wyjaśnił M. Radomski.

Jeden rzut wolny wykorzystał jeszcze Józefowicz, a wynik celnym rzutem za dwa oczka ustalił Szymon Kucia. Kłodzczanie przegrali pierwszy mecz w sezonie, ulegając Górnikowi 64:69. - Chciałbym w imieniu całej drużyny podziękować wszystkim osobom, które przyjechały do Wałbrzycha i nas wspierały. Wiem, że jeżeli taki doping moja drużyna będzie miała u siebie, to w tym sezonie u siebie nie przegramy – dodał na koniec opiekun Nysy.