Facebook

Przerwana passa koszykarzy [foto]


Nie było powodów do radości w meczu z AZS Opole. Zwycięska passa doralowców została przerwana. Do tego była to pierwsza porażka we własnej hali, jednocześnie Nysa straciła pozycje lidera, a na dodatek kontuzji nabawił się Michał Weiss.

Poniżej relacja, wypowiedzi i zdjęcia z meczu.

II LIGA: DORAL NYSA KŁODZKO - AZS OPOLE 68:73 (19:21, 20:29, 21:15, 8:8)
Nysa: Kowalski 17 (3×3), Wojciechowski 16, Bartkowiak 14 (2×3), Szymański 9, Weiss 6, Krajniewski 6, Rogalewski, Zubik, Mishchenko, Włodarczyk. AZS: Cichoń 16 (2x3), Leszczyński 12(2x3), Chmielarz 11(2x3), Wilk 10 (2x3), Kiwilsza 10 (2x3), Szlachetka 8 (2x3), Wojciechowski 6(2x3), D. Dawdo.

Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.

Podopieczni Jerzego Chudeusza, którzy plasowali się na pierwszym miejscu, podejmowali wicelidera II ligi. Do Kłodzka przyjechała AZS Politechnika Opole. Zespół, którego trenerem jest Dominik Tomczyk, w swoim dorobku miał siedem zwycięstw i dwie porażki (kłodzczanie jedną porażkę mniej). W kadrze opolskiego zespołu zobaczyliśmy naszego wychowanka, Dawida Dawdo. W AZS, na zasadzie umowy szkoleniowej, występuje grupa młodych obiecujących graczy, na co dzień związanych z ekstraklasowym GTK Gliwice.

- Było to bardzo trudne spotkanie, które nam po prostu nie wyszło. W pierwszych dwóch kwartach graliśmy za delikatnie w obronie, gdzie pozwoliliśmy za dużo rywalom oddawać rzutów za trzy punkty – mówił trener Jerzy Chudeusz. Koszykarze z Opola w tym elemencie byli bardzo dobrze dysponowani, zwłaszcza w pierwszych 20. minutach meczu. Do tego Nysa słabiej wyglądała w grze na obu tablicach.

Po dwóch kwartach AZS wygrywał 50:39. Do tego szybko swój udział w meczu zakończył Michał Weiss, który w jednej z akcji skręcił kostkę. Po zmianie stron doralowcy rzucili się do odrabiania strat. – Zagraliśmy agresywniej w obronie, dając przeciwnikowi mniej miejsca i przez to AZS już tak często nie trafiał – mówił szkoleniowiec.

Kłodzczanie gonili wynik i praktycznie dogonili. Na początku czwartej kwarty Nysa przegrywała 64:65 i miała swoje szanse na objęcie prowadzenia. Więcej zimnej krwi zachowali przyjezdni, którzy po końcowej syrenie cieszyli się ze zwycięstwa 73:68. - Porażka jest porażką, ale nie ma co załamywać rąk. Do końca sezonu jeszcze daleko – zapowiada J. Chudeusz. W następnej kolejce Nysa zagra na wyjeździe z Chromą Żary.