Facebook

Porażka koszykarzy na inauguracje

Na otwarcie sezonu II ligi, koszykarze Dorala Nysy Kłodzko nieznacznie przegrali w Gliwicach z tamtejszym faworytem do awansu. Zespół Marcina Radomskiego przegrał 70:75. Jeszcze do przerwy kłodzczanie prowadzili 37:30. - Cały nasz zespół zasługuje na wyrazy uznania - chwalił swój zespół sztab szkoleniowy.

II LIGA: GTK GLIWICE - DORAL NYSA KŁODZKO 75:70 (17-16 13-21 25-11 20-22)
Nysa: Weiss 15 (1), Lepczyński 15 (2), Bartkowiak 11, Wojciechowski 9 (1), Kowalski 6, Radwański 4, Cieśla 3 (1), Gadomski 2, Lipiński 2, Ratajczak 2, Barycza 1.

Od dwóch celnych trójek rozpoczęło się spotkanie. Najpierw trafił Michał Weiss, a w odpowiedzi Wróbel. Gra doralowców, zwłaszcza w obronie, mogła się podobać. O ile w pierwszych 10. minutach prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie (po pierwszej kwarcie wygrywali nieznacznie gospodarze – 17:16)  to pod koniec drugiej ćwiartki kłodzczanie uzyskali siedmiopunktową przewagę. Rozpoczęło się jednak po myśli gospodarzy, którzy po wznowieniu gry wyszli na prowadzenie 21:16.

Bardzo dobrze spisywał się Jarosław Bartkowiak, który radził sobie z Niklem i zdobywał kolejne punkty. To po jego zagraniu podopieczni Marcina Radomskiego odzyskali prowadzenie (24:34). Ostatnie 60 sekund to już koncertowa gra doralowców. Po skutecznej kontrze w wykonaniu Weissa goście znów objęli prowadzenie (30:31). Po chwili faulowany Czesław Radwański skutecznie egzekwował dwa rzuty wolne. Błąd przy wyprowadzaniu piłki popełnił Donigiewicz i łatwe punkty zdobył Weiss. W kolejnej akcji scenariusz powtórzył się, lecz tym razem katem okazał się Radwański i doralowcy schodzili na przerwę prowadząc 37:30.

Gliwiczanie podrażnieni takim obrotem spotkania rzucili się do odrabiania strat, a kłodzki zespół prowadzenie utrzymywał dzięki dobrej dyspozycji Rafała Wojciechowskiego, który najpierw popisał się skutecznym wejściem pod kosz, a następnie dołożył „trójkę” (38:44). Agresywna gra gospodarzy spowodowała sporo strat w zespole Nysy. Punktem kulminacyjnym było zejście za pięć fauli Jarosława Bartkowiaka. - To był decydujący moment meczu, bo zespół z Gliwic wykorzystał rzuty wolne i odskoczył mojej drużynie. Staraliśmy się jeszcze dogonić rywala, ale w końcówce GTK pewnie wykorzystywało rzuty wolne, a nam nie udało się przechwycić żadnej piłki – tłumaczył szkoleniowiec Nysy. Sędziowie odgwizdali po akcji w obronie czwarty faul Bartkowiaku, który nie mógł pogodzić się z tą decyzją, za co dodatkowo otrzymał faul techniczny. - Do momentu, kiedy Bartkowiak przebywał na parkiecie nasza gra pod koszem wyglądała bardzo dobrze – dodał. M. Radomski.

Mimo gry bez wysokich koszykarzy, kłodzczanie nie złożyli broni i do końcowej syreny walczyli o korzystny wynik, chociaż w pewnym momencie przewaga GTK urosła do 12 punktów (66:54).  Gości do walki poderwał rezerwowy Robert Cieśla, który trafił z dystansu. Po chwili jego wyczyn dwukrotnie skopiował Lepczyński i Nysa miała do odrobienia już tylko pięć „oczek” (70:65). - Emocjonująca końcówka dała zwycięstwo gospodarzom, ale ten kto oglądał mecz nie byłby zbytnio zdziwiony, gdyby to nasza ekipa wyszła z tej konfrontacji zwycięstwo. Cały nasz zespół zasługuje na wyrazy uznania, warto wyróżnić postawę Michała Weissa, Macieja Lepczyńskiego, Jarosława Bartkowiaka i osamotnionego w walce pod koszem w końcówce meczu Rafała Wojciechowskiego – mówił po meczu sztab szkoleniowy z Kłodzka.