Facebook

Pierwszoligowa drużyna drugoligowców


Od dwóch porażek rozpoczęli koszykarze Dorala Zetkama Nysy Kłodzko pierwszoligowe rozgrywki. - Mamy zespół, który może rywalizować na równym pierwszoligowym poziomie – zapowiada trener Marcin Radomski.
Dodatkowo trzech zawodników jest kontuzjowanych.

Po wysokiej porażce w ostatnim meczu wśród kibiców rodzą się pytania czy ta kadra jest w stanie udźwignąć pierwszoligowy ciężar. - Posiadamy drużynę, którą na ten moment byliśmy w stanie stworzyć, uwzględniając nasze finanse i możliwości organizacyjne. Mamy zespół, który może rywalizować na równym pierwszoligowym poziomie. Ja w to wierzę i z taką wiarą przystępuje do treningów – mówi trener Marcin Radomski.

Na inauguracje doralowcy ulegli 54:66 Śląskowi II Wrocław, a w ostatnim meczu zostali rozgromieni przez zespół Miasta Szkła Krosno 43:93. - Jeżeli mieliśmy dostać takie manto po to, aby wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość, to ja ja jestem w stanie takie porażki ponosić. Warunek jest jeden, że każda ta porażka będzie nasz czegoś uczyć i będziemy w stanie z niej wyciągać wnioski, właściwe wnioski – wyjaśnia kłodzki szkoleniowiec.

Fani z Kłodzka są zawiedzeni, bo nie tak wyobrażali sobie początek rozgrywek. - Jesteśmy świadomi jak wiele nam jeszcze brakuje, aby być profesjonalnym klubem i żeby w pełni rywalizować na tym poziomie. Bardzo ciężko jest coś budować, każda najmniejsza nowa aktywność, aby zwiększyć profesjonalny sposób funkcjonowania tej drużyny, kosztuje dużo zachodu, czasu i zdrowia. Ale kroczek, po kroczku idziemy do przodu. Tak jak klub musi się rozwijać, aby było lepiej, tak samo zawodnicy. Mamy drużynę drugoligowców, grających w pierwszej lidze – mówi.

Dodatkowo już po drugiej kolejce trzech graczy nabawiło się urazów. Szymon Kucię czeka 2-3 tygodnie przerwy, a i tak nie wiadomo czy po takim czasie problemy z kolanem ustąpią. Mateusz Platek i Marcin Bluma mają tygodniową przerwę, a co będzie dalej to okaże się w przyszłym tygodniu. - Zawodnicy też potrzebują czasu, aby dostosować się do aktualnego poziomu. Jestem pewien, że niektórym się to uda, a niektórym niestety nie. Zaawansowanie wiekowe naszej drużyny na pewno nie sprzyja nauce, ale ja jestem zdania, że w każdym wieku można się uczyć, kluczem jest odpowiednie nastawienie – wyjaśnia.

Kłodzczanie początek sezonu spędzają na obcych parkietach z uwagi na remont kłodzkiej hali (wymiana parkietu i naprawa przeciekającego dachu). - Gramy w nowej lidze, trenujemy w różnych halach i zostaliśmy zmuszeni rozegrać trzy pierwsze mecze na wyjeździe. To wszystko na pewno nie pomaga. Już sam fakt taki, że ze Śląskiem gralibyśmy u siebie, dałby inny finał obecnej sytuacji. Jestem pewien, że u siebie z drużynami takimi jak Śląsk, będziemy wygrywać - mówi.

Doralowcy w miniony weekend odpoczywali, bo pojedynek ze Zniczem Pruszków zostanie rozegrany pod koniec października. Teraz Nysę czeka potyczka ze Spójnią Stargard Szczeciński. - Jeżeli będziemy mieli chłodne głowy i będziemy ciężko pracować to widzę szansę na zwycięstwa. Jak nie będziemy świadomi jak wiele musimy zdrowia włożyć w każdy mecz i że każdy gracz musi być przez każdą sekundę na boisku skupiony na założeniach, może być ciężko. Margines błędu dla naszej drużyny jest naprawdę mały, a to całe zamieszanie organizacyjne dookoła drużyny, tylko ten margines zmniejsza – dodaje M. Radomski.

Po raz pierwszy w Kłodzku doralowcy zagrają w środę, 21 października, a ich rywalem będzie Sokół Łańcut. [fot. P. Bodzek]