Facebook

Horror z happy endem! [foto]


To były zawody z cyklu z piekła do nieba. Nysa wygrała 4:3 w Kamieńcu Ząbkowickim, chociaż dwukrotnie w meczu przegrywała różnicą dwóch bramek.

Poniżej relacja, wypowiedzi i zdjęcia.

KLASA OKRĘGOWA: ZAMEK KAMIENIEC ZĄBK. – NYSA KŁODZKO 3:4 (2:1)
ZAMEK: Bartecki – Szydełko, P. Burczak, Bierut, Nowak, Rychter, Sienkiewicz, Deryło, Ścigaj (56 Chamerski), Sopuch, K. Burczak (83 Ruszczyński). NYSA: Niewęgłowski – Słomka, Osicki, Sasinowski, Cebulski, Horka, Tracz (85 Fedorec), Bońkowski, Ciupider (60 Dędys), Kowalski, Ayinla.

 Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.

Patrząc na obecne rozgrywki to faworytem tego meczu była Nysa. Jednak zagłębiając się w historię meczów między Zamkiem, a Nysą, to zespół z Kamieńca Ząbkowickiego na straconej pozycji nie stał. Kłodzczanie ostatni raz rywali pokonali dokładnie 7 września 2014 roku, zwyciężając wtedy 4:0 w Kamieńcu Ząbkowickim. Od tego spotkania Nysa trzykrotnie spotykała się z Zamkiem. Bilans to jeden remis i dwie porażki, poniesione w ostatnim sezonie.

Spotkanie świetnie rozpoczęło się dla miejscowych, którzy po niespełna kwadransie gry wygrywali różnicą dwóch bramek. - Zagraliśmy dobry mecz z rywalem który jest naprawdę  bardzo dobrą drużyną - mówił gracz gości, Mateusz Sopuch. Najpierw w 12. minucie nieporozumienie kłodzkiej defensywy wykorzystał Krystian Burczak, a dwie minuty później Zamek cieszył się z drugiej bramki. Tutaj także duży udział miał Burczak, którzy uderzył po dalszym słupku. Futbolówkę zdołał jeszcze sparować Niewęgłowski, ale wobec nadbiegającego Mateusza Sopucha był bez szans.

- Dwie szybko strzelone bramki zszokowały nas, ale na szczęście udało nam się wrócić do gry jeszcze przed przerwą – mówił Adam Bońkowski. Nysa nie mając nic do stracenia ruszyła do ataku, ale w kilku sytuacjach swój zespół przed utratą gola ratował Michał Bartecki. Kontaktowe trafienie udało się przyjezdnym zdobyć tuż przed przerwą po rzucie karnym, podyktowanym za zagranie piłki ręką. - To była błędna decyzja arbitra - skwitował zdobywca drugiego gola dla gospodarzy.

Drugą część spotkania ponownie lepiej rozpoczęli gospodarze. Za pierwszym razem Nysie jeszcze się upiekło, bo arbiter odgwizdał pozycję spaloną, gdy do siatki trafił Sopuch. Jednak w 59. minucie Niewęgłowskiego ponownie w meczu pokonał Burczak i wydawało się, że zespół Arkadiusza Albrechta jest na najlepszej drodze do przełamania passy siedmiu meczów bez zwycięstwa.  - W drugiej połowie zaatakowaliśmy pewniej, ale Zamek znów nas zaskoczył. Nie poddaliśmy się i ruszyliśmy z jeszcze większym animuszem na rywala – dodał pomocnik MKS, A. Bońkowski.

Trzy minuty po trzeciej straconej ramce Nysa wróciła o gry za sprawą Łukasza Tracza. W 65. minucie arbiter nie uznał bramki gościom, gdy do siatki trafił Sule Ayinli, odgwizdując Nigeryjczykowi faul. Po chwili radość z trafienia sędzia zabrał Zamkowi (spalony). - Nie potrafiliśmy utrzymać korzystnego wyniku do końcowego gwizdka. Do tego wiele błędów, które popełnili sędziowie, przyczyniło się do naszej porażki - dodał M. Sopuch.

Zabójcze w wykonaniu drużyny Kamila Krzywdy było ostatnie dziesięć minut. Konkretnie wystarczyło 120 sekund, aby dwukrotnie pokonać bramkarza Zamka. Najpierw do remisu doprowadził Artur Osicki, a trzy punkty zapewnił Adam Bońkowski. Przy obydwu bramkach swój udział miał Łukasz Tracz. – Spotkania z Zamkiem zawsze były dla Nysy ciężkie. Nie inaczej było tym razem. Dla nas były dwa kluczowe momenty, gdy łapaliśmy kontakt, zdobywając gola na 1:2 i 2:3. Trzeba docenić moich zawodników, bo po raz kolejny pokazali charakter, wole walkę i do końca wierzyli w wygraną – podsumował zawody kłodzki trener.

Na koniec rundy do Kłodzka przyjedzie drużyna z Jedliny-Zdroju. Zdrój odniósł właśnie czwarte zwycięstwo z rzędu, a od siedmiu kolejek jest niepokonany.