Facebook

Walka o awans trwa nadal [foto]


Piłkarze Nysy chcą, aby walka o awans była emocjonująca i trwała do ostatniej kolejki. Kłodzczanie ulegli w Tuszynie i wciąż nie są pewni gry w wyższe lidze. 

Poniżej relacja, wypowiedzi i zdjęcia.

KLASA „O” SENIORÓW: VICTORIA TUSZYN – NYSA KŁODZKO 4:2 (3:0)
Nysa: Borkowski (28 Niewęgłowski) – Słomka, Konowalczyk, Łazarowicz, P. Cebulski, Ciupider (46 Horka), Wojtal, Dędys (46 Tracz), Bońkowski, J. Cebulski, Kowalski (46 Ayinla).

Dostępne są GALERIA ZDJĘĆ.

- Nie zagraliśmy w tym meczu na swoim poziomie. Fatalna pierwsza polowa w naszym wykonaniu, ja nie pamiętam byśmy otrzymali tak trzy ciężkie ciosy – mówił trener Kamil Krzywda. To spotkanie od samego początku nie układało się po myśli Nysy. Już na rozgrzewce przedmeczowej urazu kostki nabawił się Tomasz Pierzchalski i za niego do składu wskoczył Dawid Ciupider. Ponadto za kartki pauzował podstawowy obrońca, Artur Osicki, a zmagający się ostatnio z urazem Sule Ayinla, zasiadł na ławce.

W 20. minucie futbolówka sprawiła psikusa Borkowskiemu. Piłka podskoczyła i przelobowała kłodzkiego golkipera, co wykorzystał Aldair, pakując ją do siatki z najbliższej odległości. Kilka minut później Nysa straciła Borkowskiego, który zderzył się ze strzelcem pierwszego gola i nie mógł kontynuować gry. Victoria przed przerwą zadała jeszcze dwa ciosy. W 40. minucie pięknym uderzeniem z dystansu popisał się Błaszczak, a tuż przed przerwa trzeci ego gola zdobył Waligóra.

- W pierwszej części gry nie byliśmy sobą, do tego błędy indywidualne spowodowały, że bagaż był bardzo ciężki do przerwy. W drugiej połowie udało nam się wrócić na swój poziom i zepchnąć gospodarzy na swoją połowę na dłuższy okres czasu. Rywalom pozostawały tylko kontrataki – dodał drugi z trenerów, Krzysztof Konowalczyk. Szkoleniowcy MKS rzucili do boju wszystko, co mieli na ławce. Na placu gry pojawił się Łukasz Tracz, Sule Ayinla i Daniel Horka. I gościom wystarczyło pięć minut, aby wrócić do gry. Najpierw rzut karny wykorzystał Sule Ayinla, a w 68. minucie dołożył kontaktowego gola.

Losy meczu rozstrzygnęły się w 85. minucie. Tym razem błąd popełnił Daniel Niewęgłowski, który odbił piłkę po strzale z rzutu wolnego i wobec odbitki był bez szans. -Suma całego spotkania wyglądała tak, że brakło nam środkowego obrońcy i defensywnego pomocnika z ostatnich meczów. Bez tych zawodników nie wyglądaliśmy dobrze  – dodał K. Konowalczyk.

Do końca sezonu pozostają dwie kolejki, a Nysie do zapewnienia sobie awansu (min. drugiej lokaty dającej grę w wyższej lidze) wystarczy wygrana w najbliższym meczu z Zamkiem, lub strata trzech punktów przez Górnik w niedzielnym meczu z Iskrą.