Facebook

Kolejny gol w doliczonym czasie gry...[foto]


Nysa Kłodzko doznała pierwszej porażki na własnym boisku. Tym razem szczęście było po stronie gości, którzy zwycięskiego gola zdobyli w doliczonym czasie gry. Pytanie czy ze spalonego? Do tego spotkanie z powodu kontuzji nie ukończyło dwóch zawodników...

Poniżej relacja, wypowiedzi i zdjęcia z meczu. 

IV LIGA DOLNOŚLASKA: NYSA KŁODZKO – PIAST WROCŁAW-ŻERNIKI 1:2 (1:1)
Bramki: 0:1 Michał Szewczyk (41), 1:1 Adam Bońkowski (44), 1:2 Michał Szewczyk (90+2). Sędziowali: Sebastian Kwaśny jako główny oraz  Łukasz Woźny i Maciej Horbal - asystenci (KS Legnica). Nysa: Rosiak – P. Cebulski, Łazarowicz, Adamczyk, Wiącek, Pierzchalski (60 Horka), Ciupider (88 Ayinla) Bońkowski, Kowalski (35 Mróz), J. Cebulski (72 Konowalczyk), Dereń.

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ. 

Beniaminek z Wrocławia postawił bardzo ciężkie warunki kłodzkiej drużynie. Piast od pierwszych minut przeważał w meczu, kilkukrotnie zagrażając bramce strzeżonej przez Patryka Rosiaka. Jednak na gole kibice musieli czekać do ostatnich minut pierwszej połowy.

W 41. minucie do siatki trafił Michał Szewczyk, ale wrocławianie z prowadzenia cieszyli się 180 sekund. W odpowiedzi z silnym uderzeniem Grzegorza Derenia nie poradził sobie golkiper Piasta, a futbolówkę głową dobił Adam Bońkowski.

- Po pierwszej połowie mieliśmy sytuacje, aby prowadzić dwoma bramkami. W drugiej części był chaos, kopanina. Nysa miała swoje sytuacje, myśmy także mieli. W końcówce udało się wykorzystać to, nad czym pracujemy na treningach, czyli nad grą do końca meczu – mówił trener Piasta, Paweł Grabowski.

To nie było dobre spotkanie w wykonaniu kłodzkiego zespołu, a na dodatek Nysy nie opuszczał pech. Dwóch zawodników nie ukończyło meczu z powodu urazów W pierwszej połowie plac gry musiał opuścić Kamil Kowalski, a w drugiej części jego los podzielił Jacek Cebulski.

Kibice w Kłodzku przyzwyczajeni są do bramek w doliczonym czasie gry. Nysa w ostatnich dwóch meczach dwukrotnie w tym czasie ratowała punkt. Tym razem z gola w 92. minucie cieszyli się goście, gdy Michał Szewczyk zapewnił swojej drużynie trzy punkty. Pytanie, czy w momencie podania, gracz z numerem 7 nie był na pozycji spalonej?

- Rywal w meczu był lepszy i wygrał zasłużenie. Dla nas wynik 1:1 byłby bardzo dobrym rezultatem, patrząc na przebieg meczu – podsumował zawody szkoleniowiec Krzysztof Konowalczyk.