Facebook

Wiącek za trzy! [foto]


Tydzień temu Nysa pokonała wicelidera, Śląsk Wrocław. Teraz zwyciężyła z trzecią ekipą ligi. Złotego gola w meczu z Bielawianką zdobył Łukasz Wiącek. Dla miejscowych była to pierwsza strata punktów na własnym boisku w tym sezonie.

Poniżej relacja z meczu, wypowiedzi oraz zdjęcia.

IV LIGA DOLNOŚLĄSKA: BIELAWIANKA BIELAWA – NYSA KŁODZKO 0:1 (0:0)
Bramka: Łukasz Wiącek (87). Sędziował: Kamil Wieliczko (KS Jelenia Góra). Bielawianka: Malec - Kowalczyk, Morasz, Paszkowski, Robson, Hernani, Lechocki, Pauli, Lee (64 Luca), Grzywiński (46 Januszewicz), Kuriata. Nysa: Rosiak – Słomka, Łazarowicz, Adamczyk, Mróz, Wojtal (71 Pierzchalski), J. Cebulski, Bońkowski, Kowalski (63 Wiącek), Ayinla (69 Ciupider), Dereń (90 Dędys).

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ. 

Nysa ma patent na Bielawiankę. Kłodzczanie w tym sezonie już dwukrotnie mierzyli się z zespołem z Bielawy i dwukrotnie wygrali. Jednak było to mecze o innym ciężarze gatunkowym. Latem rozegrali sparing na boisku Bielawianki, zwyciężając 3:2, a trzy tygodnie temu pokonali 4:2 w ramach 1/8 finału Pucharu Polski.

- Rywale musieli udowodnić nam, że porażki z nami były wypadkiem przy pracy. My jadąc do Bielawy mieliśmy założenia, że każdy punkt ugrany na bardzo ciężkim terenie, będzie sukcesem – mówił zawodnik MKS, Łukasz Wiącek. W Bielawie dotychczas żadnej drużynie nie udało się wywalczyć choćby punkty. Miejscowi w trzech meczach, wywalczyli komplet dziewięciu oczek, tracąc w nich tylko jednego gola (bilans 5:1).

Pojedynek idealnie mógł się rozpocząć dla podopiecznych Krzysztofa Konowalczyka. Przed doskonałą szansą zdobycia gola stanął Adam Bońkowski. Zawodnik mając przed sobą praktycznie pustą bramkę, trafił w poprzeczką, a futbolówka odbiła się od linii bramkowej i wyszła w pole. – Sam nie wiem, co się stało, że piłka nie wpadła do bramki – mówił kapitan MKS. Bielawianka równie dogodną sytuacją odpowiedziała pod koniec pierwszej odsłony, ale w sytuacji sam na sam górą był Patryk Rosiak.

Golkiper Nysy był jednym z bohaterów kłodzkiego zespołu. Im bliżej było końca meczu, tym gospodarze coraz częściej zagrażali kłodzkiej bramce. Na szczęście na posterunku był wspomniany Rosiak, albo piłkarzom z Bielawy brakowało skuteczności. - Byliśmy przyszykowani na sporą dawkę walki i dużą ilość biegania. My, jak i rywale, mieliśmy sytuacje do zdobycia gola, dodatkowo nasz golkiper kilka razy świetnie interweniował – relacjonował A. Bońkowski, którego piłkarze z Bielawy nie oszczędzali. Zawodnik zakończył zawody mocno poobijany.

Gdy wydawało się, że bliżej gola jest Bielawianka, to akcję prawą stronę przeprowadził Jacek Cebulski. Pomocnik dograł futbolówkę w pole karne, a akcję zamknął wprowadzony w 63. minucie Łukasz Wiącek. - Pokazaliśmy, że potrafimy zagrać na zero z tyłu. Brawa należą się całemu zespołowi za walkę do ostatniej minuty, a ja cieszę się, że dzięki mojej bramce do Kłodzka wróciliśmy z kompletem punktów  – mówił uradowany bohater meczu.

Kłodzczanie przetrwali do końcowego gwizdka i mogli cieszyć się z wygranej i z zachowania czystego konta. Ta sztuka udała się MKS dopiero drugi raz w sezonie. W następnej kolejce, kłodzczanie już na własnym boisku podejmą MKP Wołów, który w tej serii gier zatrzymał lidera z Gaci (1:1).