Facebook

To nie był nasz dzień [foto]


Nysa Kłodzko po dwóch wygranych z rzędu musiała tym razem uznać wyższość rywali. Kłodzczanie przegrali na własnym boisku z MKP Wołów. Podsumowując najkrócej, to nie był dzień kłodzkiego zespołu.

Poniżej relacja, wypowiedzi oraz zdjęcia.

12. KOLEJKA IV LIGI DOLNOŚLASKIEJ: NYSA KŁODZKO – MKP WOŁÓW 0:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Kamil Ramiączek (20), 0:2 Kamil Ramiączek (88). Nysa: Rosiak – P. Cebulski, Łazarowicz, Adamczyk, Mróz, Pierzchalski (58 Dereń), Ciupider (46 Wojtal), Bońkowski, J. Cebulski, Kowalski (63 Wiacek), Ayinla (76 Dędys).

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ. 

Mecz z MKP Wołów na ławce zaczęli Michał Wojtal oraz Grzegorz Dereń. Najskuteczniejszy gracz Nysy w ostatnim czasie zmagał się z chorobą, a szansę od pierwszej minuty został Tomasz Pierzchalski. - Cały czas rotujemy zespołem, wszystko w miarę możliwości. Jeśli ktoś zagrał dobrze wchodząc z ławki, a jest w formie, to w następnym meczu gra w podstawowym składzie. Wszyscy muszą czuć, że cała jedenastka jest potrzebna – tłumaczył trener Krzysztof Konowalczyk. 

W pierwszej połowie lepiej prezentowała się Nysa. Częściej była w posiadaniu futbolówki, zawiązywała składne akcje, ale problem rodził się, gdy zbliżała się do pola karnego. -  W pierwszej połowie byliśmy drużyną zdecydowanie lepszą, a straciliśmy bramkę – ocenił K. Konowalczyk. Drużyna z Wołowa, po jednej z nielicznych sytuacji pod bramką Patryka Rosiaka, od 20. minuty cieszyła się z prowadzenia.

- Po zmianie stron, patrząc na pierwsze 45. minut w naszym wykonaniu, wydawało się, że nadal będziemy ich klepać. A my nie graliśmy już tego, do czego przyzwyczailiśmy siebie jak i naszych kibiców. Nie byliśmy dziś sobą – mówił kłodzki szkoleniowiec. MKP po jednej z kontr rozstrzygnęło w 88. minucie losy meczu, a drugiego gola w tym meczu zdobył Kamil Ramiączek.

Do końca rundy jesiennej pozostają trzy spotkania. Za tydzień Nysę czeka wyjazd do odradzającej się do Pogoni Oleśnica, a następnie na rozkładzie zostaje Górnik Wałbrzych oraz lider z Gaci.