Facebook

Festiwal nieskuteczności... [foto]


Nysa pokazała gotową receptę jak przegrać wygrany mecz. Kłodzczanie stworzyli sobie tyle sytuacji, że mogliby nimi obdzielić niejeden mecz. Mało tego, do 90. minuty MKS wygrywał z ząbkowickim Orłem 2:1, a po końcowym gwizdku nie mieli w swoim dorobku nawet punktu.

jak do tego doszło? Poniżej relacja, wypowiedzi oraz zdjęcia z meczu.

IV LIGA (WSCHÓD): NYSA KŁODZKO – ORZEŁ ZĄBKOWICE ŚLĄSKIE 2:3 (1:0)
Bramki: 1:0 Jacek Cebulski (9), 1:1 Tomasz Piątkowski (75), 2:1 Oleksii Fatyanov (88), 2:2 Konrad Maciak (90), 2:3 Huber Górski (90+2, rzut karny). Nysa: Rosiak – Kowalski (73 Mróz), Adamczyk, Pierzchalski, Kozłowski, Wojtal, Dymek, Bońkowski, Fatyanov, J. Cebulski, Dereń (78 Marks). 

Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.

Nim zabrzmiał pierwszy gwizdek meczu, najpierw prezent otrzymał Mistrz Świata, były piłkarz MKS, Łukasz Krawczuk. Uhonorowano także za grę doświadczonego Daniela Horkę oraz wieloletniego trenera, Kamila Krzywdę. Piłkarz zrezygnował z gry na czwartoliowym poziomie, a Kamil Krzywda od nowego roku zmienił pracę i miejsce zamieszkania.

Wracając do spotkania, w porównaniu do pierwszego wiosennego meczu, jedna zmiana zaszła w wyjściowej jedenastce. W obronie zobaczyliśmy Mateusza Adamczyka, który w pierwszej części sezonu zagrał we wszystkich meczach, od pierwszej do ostatniej minuty. – Mateusz miał pracę, która nie pozwalała mu trenować w okresie przygotowawczym.  Teraz mam nadzieje, że będzie ćwiczył regularnie. Ponadto w defensywie brakuje nam też Wojtka Reczyckiego, który był ściągany w miejsce Mikołaja Łazarowicza. Grał on we wszystkich sparingach, był przygotowany do gry w obronie, a na tydzień przed ligą miał nieprzyjemny incydent. Został napadnięty, potrzebna była operacja twarzy i przez sześć tygodni jest wyłączony gry – tłumaczył trener Krzysztof Konowalczyk.

Pierwsza połowa wyśmienicie rozpoczęła się dla miejscowych. – Strzeliliśmy szybko bramkę i mieliśmy mecz pod kontrolą. To, co sobie założyliśmy, to wypełniliśmy – mówił Adam Bońkowski. Szwankowała skuteczność, bo już w tej części gry gospodarze mogli rozstrzygnąć losy meczu. Podobnie jak w Trzebnicy, kłodzczanie stworzyli sobie trzy stuprocentowe okazje do zdobycia gola, ale żadnej nie wykorzystali. Jednak w meczu z Orłem udało się zachować czyste kontro i na przerwę MKS schodził prowadząc 1:0  (z Polonią było 1:1). - Sam miałem dwie sytuacje stuprocentowe, które powinienem wykorzystać. Niestety, ale piłka nie siedziała nam dziś – żałował niewykorzystanych szans kapitan MKS.

W drugiej połowie trwała strzelecka niemoc kłodzkiego zespołu. Te zemściły się na kwadrans przed końcem meczu. Wtedy błąd obrony wykorzystał Piątkowski i doprowadził do wyrównania. Podopieczni Krzysztofa Konowalczyka zdołali się podnieść i zadać, wydawało się, decydujący cios. Płaskie dośrodkowanie wzdłuż bramki zamknął w 88. minucie Aleks Fatyanov, zdobywając debiutanckiego gola w barwach Nysy.

Jednak dwie minuty doliczone już czasu gry wstrząsnęły kłodzkim stadionie. Najpierw po rzucie wolnym był remis, a w 92. minucie arbiter podyktował rzut karny - Przy wyniki 2:1 powinniśmy się cofnąć, czego nie zrobiliśmy. Nie wiem dlaczego, nie potrafię nawet wytłumaczyć, co się stało. A Orzeł pokazał nam jak się gra do ostatniej minuty i wykorzystał nasze fatalne błędy. Druga sprawa, że rzutu karnego nie było. Nasz bramkarz powiedział, że to zawodnik Orła stanął na jego udo i wywrócił się – powiedział A. Bońkowski. To już nie pierwsza sytuacja, gdzie Nysa traci gola w dość kontrowersyjnych okolicznościach. Jesienią w Kłodzku wygrał Piast Żerniki-Wrocław (2:1), zdobywając również zwycięskiego gola z pozycji spalonej… 

W następnej kolejce MKS czeka jeden z dalszych wyjazdów w lidze. Kłodzczanie zagrają z Sokołem Wielka Lipa. Dalej MKS jechał tylko na mecz z Wiwą Goszcz.