Facebook

Powtórka z roz(g)rywki [foto]


Już to wiosną przerabialiśmy. Nysa prowadziła 2:0, miała po drodze niewykorzystany rzut karny, a po końcowym gwizdku z trzech punktów cieszyła się Wiwa Goszcz. T
ą  porażką MKS mocno skomplikował sobie sytuację w tabeli...

Poniżej relacja z meczu, wypowiedzi oraz zdjęcia. 

IV LIGA - GRUPA WSCHODNIA: MKS NYSA KŁODZKO – WIWA GOSZCZ 2:2 (1:0)
Bramki: 1:0 Tomasz Pierzchalski (k. 25), 2:0 Alexis Fatyanov (49), 2:1 Dariusz Śląski (60), 2:2 Eryk Klimczak (22), 3:2 Maciej Badel (70). Nysa: Rosiak – Kowalski, Rzeczycki, Adamcyzk, P. Cebulski, Pierzchalski, Bońkowski, Dymek (68 Dereń), Mróz (71 Kozłowski), Fatyanov, Marks.

Tym razem w meczu zabrakło pauzującego za kartki Michała Wojtala oraz w dalszym ciągu kontuzjowanego Jacka Cebulskiego. Od pierwszej minuty zagrał w obronie Wojciech Rzeczycki oraz Alexis Fatyanov, którego brakowało w meczu z Unia Bardo z tego samego powodu, co teraz Wojtala.

- Pierwsza połowa już nie wyglądała dobrze w naszym wykonaniu, ale mieliśmy przewagę na boisku i wygrywaliśmy 1:0. Po rozpoczęciu drugiej połowy tępo meczu dalej wyglądało wakacyjnie – relacjonował trener Krzysztof Konowalczyk. Wynik po pierwszych 45. minutach to był to najniższy wymiar kary. Dublet mógł skompletować Tomasz Pierzchalski, ale wykorzystał tylko jednego z dwóch podyktowanych  rzutów karnych. Pierwsze uderzenie wyczuł bramkarz Wiwy, a przy drugiej próbie lepszy był już zawodnik MKS. Oprócz tego kilkakrotnie kotłowało się pod bramką przyjezdnych, ale udawało się im cało wychodzić z opresji.

Druga połowa wyśmienicie rozpoczęła się dla Nysy. Po akcji lewą stroną Alexisa Fatyanova piłka po odbiciu się od jednego z obrońców wpadła do siatki. - Strzeliliśmy bramkę na 2:0 i głowy poszły już do szatni świętować zwycięstwo. Gdy Wiwa strzeliła bramkę kontaktową i zaczęła grać, rywale obudzili się, bo nie mieli już nic do stracenia. My byliśmy już w szatni, co spowodowało, że przeciwnik strzelił bez większego wysiłku jeszcze dwie bramki – mówił kłodzki trener.

Wiwa potrzebowała zaledwie dziesięć minut, aby odrobić straty z nawiązką i objąć prowadzenie. Kłodzczanie tylko raz poważnie zagrozili bramce przyjezdnych, gdy słupek obił Andrzej Marks. - Nie można grać na tym poziomie bez determinacji i koncentracji. Trzeba chcieć zawsze i z każdym przeciwnikiem niezależnie od wyniku. Taki charakter pokazywaliśmy w tamtej rundzie, a teraz tego nie mamy – dodał K. Konowalczyk.

Tą porażką Nysa mocno skomplikowała sobie sytuację w tabeli. - Mogliśmy mieć dziewięć punktów przewagi nad strefą spadkową, co dawałoby nam duży komfort. Teraz mamy ich tylko trzy oczka i nie możemy pozwolić sobie już na żadne błędy. Musimy ciężko zapracować na utrzymanie w czwartej lidze – zapowiada kłodzki szkoleniowiec.

A teraz Nysę czekają dwa mecze z samą czołówką. Za tydzień MKS zagra na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław, a w kolejnej kolejce zmierzy się z rewelacją rundy wiosennej, Bielawianką Bielawa.

 Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.