Facebook

Nie zatrzymali lidera


Nysa uległa liderowi czwartej ligi, ale tanio skóry nie sprzedała. - Mecz oceniam pozytywnie. Pojechaliśmy do lidera w dość okrojonym składzie. Wielu skazywało nas na pożarcie, a koniec końców tak nie było – mówił Bartosz Mróz. [Fot. FB Lechia Dzierżoniów]

 Poniżej relacja z meczu.

15. KOLEJKA IV LIGI: LECHIA DZIERŻONIÓW - NYSA KŁODZKO 2:0 (0:0)
Bramki: 1:0 Marcin Orłowski (45), 2:0 Mateusz Zatwarnicki (84). Lechia: Spaleniak – Korzeniowski, Łazarowicz, Chrapek, Knyrek – Zatwarnicki, Miazga, Aladeir, Rzepski – Elton, Orłowski. Nysa: Gawdanowicz – Tracz, Barski, Mróz, Pietrzykowski, Adamczyk, Ciupider, Pokhytailo, Kotfas, Brogowski, Satanowski.

Nysa w 15. kolejce spotkań rywalizowała w Dzierżoniowie. Tamtejsza Lechia do meczu z Nysą przystąpiła po 13. zwycięstwo z rzędu. Pierwsza część meczu zakończyła się bezbramkowym remisem, ale sytuacji do strzelenia gola nie brakowało. Przed stratą bramki kłodzczan uratowała poprzeczka po strzale Zatwarnickiego, a później słupek po uderzeniu Orłowskiego. Nysa też się odgryzała i kilka razy groźno było pod bramką Spaleniaka.

Druga połowa fatalnie rozpoczęła się dla przyjezdnych. Dośrodkowanie z prawej strony na gola zamienił Marcin Orłowski i od 47. minuty Lechia była na prowadzeniu. Mimo straty gola zespół Krzysztofa Konowalczyka coraz odważniej dążył do wyrównania. Po składnej akcji z kilku metrów pomylił się Piotr Satanowski. Z kolei po rzucie wolnym tym razem poprzeczka uratowała podopiecznych Pawła Sibika. W tej sytuacji kolejny uderzał Satanowski. 

- Uważam, że jest troszkę niedosyt, gdyż mecz był bardzo otwarty i dość wyrównany. Lechia miała może trochę więcej sytuacji, ale my też pokazaliśmy, że potrafimy grać dobrą piłkę. Graliśmy konsekwentnie w obronie, niestety zabrakło w dwóch momentach chłodniejszej głowy, więcej koncentracji i straciliśmy w dość głupi sposób dwie bramki - ocenił defensor Nysy.

Zespół z Dzierżoniowa w 84. minucie przypieczętował zwycięstwo, zdobywając drugiego gola i całe zawody wygrywając 2:0. Warto jeszcze wspomnieć o debiucie Mateusza Miłosia. Zawodnik juniorów pojawił się na placu gry pod koniec meczu. Za tydzień (07.11.) na własnym stadionie MKS podejmie GKS Mirków/Długołęka.