Facebook

Pożegnali się [foto]


Nysa rozegrała ostatni mecz na własnym boisku w tym sezonie czwartej ligi. Kłodzczanie przegrali 0:2 z liderem rozgrywek, Lechią Dzierżoniów. W kłodzkiej drużynie trwa szpital. Kolejni dwaj zawodnicy MKS doznali urazów, a do jednego z nich trzeba było wezwać karetkę.

Poniżej relacja z meczu wraz z galerią zdjęć.

34. KOLEJKA IV LIGI: MKS NYSA KŁODZKO - LECHIA DZIERŻONIÓW 0:2 (0:1)
Bramki: 0:1 Mateusz Zatwarnicki, 0:2 Patryk Chrapek (rzut karny). Skład: Brandl - Mróz, Barski, Pietrzykowski, Adamczyk, Bońkowski, Kolesnyk, Tracz (12 Miłoś (46 Jelonkowski), Ciupider, Konowalczyk, Gręda (46 Bachmatiuk). 

Dostępna jest GALERIA ZDJĘĆ.

 - Nysa mogła strzelić na 1:0 po naszej niefrasobliwości w obronie, ale na nasze szczęście do tego nie doszło – mówił Mikołaj Łazarowicz, wychowanek Nysy, a obecnie lider dzierżoniowskiej Lechii. Przed wspomnianą szansą stanął Bartłomiej Mróz, który główkował z kilku metrów, ale wprost w ręce bramkarza. Kilka minut później gości na prowadzenie wyprowadził Mateusz Zatwarnicki. 

Jednobramkowe prowadzenie utrzymało się do przerwy. Zaraz na początku drugiej połowy drużyna Pawła Sibika stanęła przed szansą strzelenia drugiego gola. W polu karny sfaulował Mróz, a z jedenastu metrów nie pomylił się Patryk Chrapek. Wynik 2:0 utrzymał się do końcowego gwizdka. Zespół z Dzierżoniowa wygrał i przypieczętował pierwsze miejsce w tabeli przed ostatnią serią gier. Teraz czeka ich baraż ze zwycięzcą grupy zachodniej, Karkonoszami Jelenia Góra, o wejście do trzeciej ligi. Z kolei Nysa żegna się z rozgrywkami...

Podczas meczu prowadzona była zbiórka pieniędzy na operację dla Jakuba Kierkiewicza. Zawodnik w pierwszej połowie środowego meczu z Piastem Nowa Ruda opuścił plac gry. – Kuba przeszedł już badania i diagnoza jest drastyczna – zerwane więzadła krzyżowe... – mówił trener Krzysztof Konowalczyk. 

A to nie był koniec kontuzji. Po dziesięciu minutach pojedynku z Lechią uraz zgłosił Łukasz Tracz, a jego miejsce zajął Mateusz Miłoś. Zawodnik drużyny juniorskiej wytrzymał na placu gry do przerwy. Zawodnik miał problemy z samopoczuciem, oddychaniem i konieczne było wezwanie karetki. – Czuję się lepiej, lekarze zatrzymali mnie w szpitalu i cały czas mam robione badania – mówił dzień po meczu Mateusz Miłoś. Trzymamy kciuki za szybki powrót do zdrowia!