Facebook

Wywiad: "Nie wolno robić nic ponad stan"

Sytuacja pierwszego zespołu Nysy staje się dramatyczna. Martwi zarówno dorobek punktowy w czwartej lidze jak, a jeszcze bardziej sytuacja kadrowa zespołu. Kibice już żądają odejścia szkoleniowca. Co o tym myśli jak i o inne bolączki Nysy zapytaliśmy trenera Pawła Adamczyka (na zdjęciu).

Słyszał trener co krzyczeli kibice na stadionie podczas meczu z AKS Strzegom, że lepiej byłoby, jakby zespół został w szatni.
- Ja raczej jestem odporny na krytykę, zwłaszcza tą „ obiektywną”, którą słyszę na stadionie lub czytam w Internecie. Za dużo w piłce przeżyłem, żeby się takimi anonimowymi ludźmi przejmować. W sumie jestem człowiekiem spełnionym sportowo i mam duży dystans to tego co się dzieje.  Zawsze można do mnie podejść na treningu i porozmawiać ale wiem, że lepiej schować się w krzakach i krzyczeć. W sumie nie mam o to pretensji, bo każdy ma prawo mówić co chce. Przeważnie wyzywają ci, którym w życiu się nie ułożyło, nic nie osiągnęli, a na trybunach są panami sytuacji, dowartościowują się w ten sposób. Jest ich zdecydowana mniejszość. Wiem, że większości kibicom obecna sytuacja sprawia dużą przykrość, ale ich nie słychać.

Pojawiły się również głosy, że trzeba zwolnić trener Pawła Adamczyka.
- Jeżeli, ktoś myśli, że moje odejście coś zmieni to jest w błędzie. Rok temu większość zawodników przyszła dlatego, że ja zostałem trenerem. Teraz niektórzy nie mogą z nami trenować (np. Michał Stopa – red.), ale przyjeżdżają na mecze, bo ja ich o to poproszę. Gramy ze sobą, tworząc zgraną grupę ludzi, którzy grają ze sobą, bo mają z tego jeszcze jakąś przyjemność. Zresztą od takich rzeczy jest prezes, a nie kibice. On wie, że wystarczy jedno słowo i sam zrezygnuję z pracy. Razem włożyliśmy mnóstwo wysiłku, spędziliśmy dużo czasu planując każdy transfer. Już po awansie wiedzieliśmy co nas czeka, ale obecna sytuacja kadrowa przerosła chyba nie tylko moją wyobraźnię. Ciekawy jestem ile lat kibice będą czekać na następny awans.
Sympatycy chyba zapomnieli, że Nysa po moim odejściu na półtora roku zjechała z czwartej ligi niemal do A klasy, cudem unikając degradacji.  Gdy wróciłem rok temu nie mówiłem, że potrzebuję czasu na budowanie drużyny, nie asekurowałem się tylko powiedziałem, że spróbujemy wrócić do czwartej ligi. Doszło 2-3 zawodników i był awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Myślę, że kadrą, jaką wywalczyliśmy awans, dalibyśmy spokojnie radę utrzymać się w czwartej lidze. Tak na marginesie, rok temu przejąłem również drużynę młodzików, która także zdobyła awans do ligi dolnośląskiej.

Jedyny plus to, że przyzwoicie zaprezentowali się w debiucie juniorzy.
- Ich mi najbardziej szkoda. Widziałem, że bardzo się cieszyli z debiutu, zostawili mnóstwo zdrowia, a po meczu siedzieli w szatnie ze spuszczoną głową i to bynajmniej nie z powodu wyniku tylko po tym co słyszeli na trybunach. Dosyć, że jest nas mało to zniechęcimy jeszcze tych młodych zawodników, którzy mają jeszcze zapał i ochotę do gry. Będę coraz częściej stawiał na młodych zawodników. Niech się ogrywają. Trzeba powiedzieć brutalną prawdę, że prawdziwych kibiców i zawodników czeka ciężki rok. Ci co liczą na wzmocnienia zimą mogą się rozczarować. Raczej spodziewam się kolejnych osłabieni, gdyż Jaskułowski, Kowalski czy Stopa raczej nie będą przyjeżdżać na mecze w rundzie wiosennej. 

Po wywalczenie awansu przestrzegano, aby nie powtórzyć sytuacji sprzed trzech lat. Teraz już po 9. kolejkach spadek wydaje się przesądzony.
- Obecna sytuacja Nysy, a ta sprzed trzech lat jest nieporównywalna. W zimie odszedłem ja i Konowalczyk. Doszedł Matecki i Paprocki, więc jakaś równowaga została zachowana. Teraz przed sezonem odszedł Pawlik, Matecki, Gąsienica, a dalej kontuzjowany jest Konowalczyk. Pierwsze mecze zaczęliśmy bez Borkowskiego i Kowalskiego, a już w pierwszym meczu wypadł nam Syper, a później Marks, Milewski. a następnie wyjechał Grzegorzewski. Może to zabrzmieć jak próba tłumaczenia słabych wyników, ale niech ktoś chwilę pomyśli i zabierze innej drużynie 8-9 zawodników. Taki zespół prawie przestaje istnieć, a my musimy grać w wyższej klasie rozgrywkowej. Poza tym na same mecze, bez treningu, przyjeżdża Kowalski, Jaskułowski i Stopa, którzy teraz stacjonują we Wrocławiu, a Bąk pracuje do godz. 18 i przychodzi tylko na mecze. W podobnej sytuacji jest Cebulski. Więc zamiast wieszać psy na zawodnikach trzeba docenić to, że jeszcze chcą grać i narażać się na kontuzje.

Co teraz czeka Nysę?
- Wiem, że winę za wyniki w pierwszej kolejności ponosi trener, później zawodnicy, a następnie zarząd itd. Ja to przyjmuję i się z tym godzę. Myślę sobie, że marząc o sukcesach w przyszłości musimy zacząć od podstaw. Należy w pierwszej kolejności stworzyć prawdziwą bazę treningową. Zadbać o solidne podstawy organizacyjno-finansowe. Mamy osiem grup treningowych, które trenują na jednym boisku.

Zwłaszcza, że jest miejsce, gdzie można je zrobić.
W koło bocznego boiska jest wystarczająco dużo terenu, aby zrobić kilka boisk. Nowa nawierzchnia na sztucznym boisku z oświetleniem przyciągnęłaby drużyny do przyjazdów na obozy sportowe. Nasz klub miałby z tego podwójna korzyść, mając porządne boisko do trenowania w zimie i sparingpartnerów. A tak  zostaje nam  hala na ul. Wandy lub w szkole podstawowej nr. 3.
Ten awans był dla nas nauczką, że nie wolno nic robić ponad stan. Załóżmy nawet, że udałoby się nam utrzymać w tym sezonie. I co dalej ?
Udział młodzików, trampkarzy i juniora młodszego w ligach dolnośląskich też nie miałby racji bytu bez wsparcia finansowego rodziców. Słowa uznania dla nich wszystkich. Seniorzy niestety sami się nie sfinansują.  Wiem, że to co powiedziałem i tak nic nie zmieni bo większość rozsądnych kibiców zdaje sobie sprawę z sytuacji w jakiej jesteśmy, a krzycząca mniejszość, która w „trosce” o losy klubu będzie mogła popisać się swoimi wpisami. Mimo wszystko pozdrowienia dla wszystkich.